|
|
Dla jednych to sport intelektualny, dla innych okazja do spotkan towarzyskich i dobrego spedzania czasu.
Zaczelo sie to dobrych kilka lat temu. Grupek kolezanek, przyjaciolek od czasu do czasu wyrywala sie z domu, porzucala na caly dlugi wieczor swych mezow i rodziny, by zagrac w brydza. Gralysmy jak zwariowane, plotkujac przy tym, entuzjastycznie omawiajac strategie gry, smiejac sie zdrowo i szczerze. Bawilysmy sie swietnie, bardzo lubilysmy te nasze „babskie” karciane wieczory.
Az przyszla Agata. i wziela wszystko w swoje rece. Zanim zorientowalysmy sie, Ognisko Polskie zyskalo jeszcze jeden rodzaj regularnej dzialalnosci.
Teraz spotykamy sie w kazdy ostatni piatek miesiaca w roznych goscinnych domach. Szefowa przywozi dodatkowe stoliki, zielone sukno, karty do zapisu i nowe talie kart.
My dokladamy cos na stol bufetowo-barowy i gramy gramy dlugie nocne godziny.
Juz nie jestesmy „babskim” brydzem, dolaczyli panowie, doszlo wiele nowych twarzy. Niektorzy traktuja brydz powazniej niz ja, jedni graja bardzo dobrze, inni dopiero ucza sie. Krzys ambitnie
uporzadkowal zasady, konwencje, wydal sciagawke, ktora kazdemu osobiscie
wreczyl.
Caraz wiecej przezyc brydzowych, Agata wytrwale wymysla nagrody dla tych co ugraja szlema wylicytowanego, ale ze nie jest to proste, wiec opuscila juz poprzeczke do szlemika...
W zaleznosci od wylosowanej kolejnosci gramy w roznych zestawach towarzyskich, nie moze wiec byc mowy o kumoterstwie i porozumieniu
poza-stolikowym. Kazdy z kazdym i w tym jest duzo przyjemnosci i wyzwania. Ja to z takich co to wciaz brydz traktuja jak dobra rozrywke, wiec jak przegrywam to sie tylko smieje. No i sprawdzam, w ktora strone wanna stoi, bo
lepiej wtedy siedziec w przeciwna strone. Kazdy madry brydzysta o tym wie... A jak nie pomaga, to tez gram dalej.
Panowie sa powazniejsi (coz, w sile wieku...), ale i tak juz troche przejeli od nas lekkosci traktowania krolow i asow. Jak wiec Renatka gra z Ania, ktora nie rozstaje sie ze sciagawka - po jej wiscie - krzyczy panicznie: "I co ja teraz mam zrobic? Ja tu potrzebuje kogos inteligentnego!!!!" Panowie z sasiednich stolikow rzucaja sie z pelnym poswieceniem, zeby pomoc ( tak, tylu mamy Inteligentnych!!!) ale Renatka bohatersko i odkrywczo krzyczy dalej: "Juz wiem!!" I panowie wracaja do swoich dalszych rozgrywek.
Od czasu do czasu slychac pomrukiwania, dogadywania w stylu: - nie wychodz bawole...- kazdy as bierze raz, - uwazaj co robisz!!!!...... Innych tekstow brydzowo-slownych a czasem i zaprawionych mowa gestow nie bede przytaczac. Kto chce poznac mowe brydzystow moze zawsze przyjsc na nocna sesje.
A potem, grubo grubo po polnocy jeszcze wspolne zdjecie, jeszcze jedno winko, jeszcze dyskusje o strategii. Jedni ciesza sie swoim madrym rozegraniem i zwyciestwem, inni narzekaja na slaba karte i zbyt silna milosc swoich wspolmalzonkow.
I tak do nastepnego spotkania. Tym razem spotkamy sie juz w godzinach rannych w letnim domku Renaty na Tiki Island. To dopiero bedzie maraton brydzowy!!! Juz oblizuje sie na sama mysl o ilosci szans na szlema i wielka nagrode Szefowej.
Z brydzowym pozdrowieniem -
Zapalona Brydzystka
|
|