M I G A W K I     Z    P O L S K I
 
 
 

CZERWCOWA PRAWIE ZIMA

Przywykły do Texańskiego tropiku
Wsród tej czerwcowej prawie zimy
Mój mózg na śmierć mi zamarzł
I... nie stać go na rymy!

Opatulony w ciepły szlafrok Mamy
W tę nocną prawie podbiegunową ciszę
Szczękając mymi protezami
Ja prozą niestety - piszę..

Lecz chyba przerwę to pisanie
By ogrzać się choc trochę, choc krzynkę
I w tę rzekomo letnią noc Szydłowca
Wskoczę dla rozgrzewki - pod pierzynkę!

Więc pod tą przemarzała moja notką
Zmarzłymi palce podpis kładę
I wezmę z sobą ciepły kożuch
Gdy znów latem do Polski przyjadę!!


by Tadeusz Różycki