CARJACKING
     
  Po koncercie zorganizowanym przez  Fundacje Kosciuszkowska podeszla do mnie znajoma i spytala,  czy nie napisalabym pare slow o mojej "przygodzie-porwaniu".

Pomyslalam chwile, w glowie jeszcze Chopin i Schumann, a tu nagle wspomnienie - przed oczami sceny jak z James Bond'a - bo moja "przygoda kryminalna" byla jak prosto z filmu amerykanskiego ( no bo gdzie ja w koncu jestem!) - wartka akcja: zaskoczenie, strzelanina, porwanie i (oczywiscie) happy ending!


A bylo to tak:
Ktoregos dnia pod koniec czerwca zachcialo mi sie jesc pysznych,chrupiacych buleczek, takich jak z piekarni w Jelczu, po ktore sobie jezdzilam na rowerze - jak przystalo dziewczynie na wsi. (Wiem, wiem - wszyscy chca byc "miastowi", a ja tu na forum polonijnym oglaszam wszem i wobec, ze jestem ze wsi -  bo jestem i co z tego).

Ale wracajac do wielkiej ochoty na buleczki - jest w okolicy Bellaire HS, gdzie chodzi moja corka Ewa, piekarnia, gdzie zawsze mozna dostac swieze bulki, ktore smakuja prawie jak te w Polsce. Tego pamietnego dnia pojechalam ok. godz. 14.30 moim samochodem - uwaga! - wazna informaja - Honda Civic, rocznik 1998 - po te nieszczesne bolillos (zamawiam po hiszpansku, a na proby dalszej konwersacji w tym jezyku - moj Hispanic wyglad! - mam przygotowana odpowiedz: "No hablo Espanol, soy Polaca"). Po zrobieniu zakupu zmierzalam w kierunku 59.

I znowu zachcianka !  I tez mocna  - tym razem na papierosa. (Wine za ten nalog zwalam na moich palacych Klubowe rodzicow.)  Skonczyla mi sie paczka, a jadac wlasnie mijalam stacje benzynowa ze sklepem. Postanowilam zatrzymac sie, a poniewaz juz minelam ten cos w rodzaju “Stop ‘n go”,  musialam po zaparkowaniu wrocic doslownie kilkadziesiat krokow. (Pomyslalam sobie, ze przy okazji dobrze mi taka ”gimnastyka” zrobi.)
           
I wtedy zaczela sie prawdziwa “akcja”!

Wrocilam do samochodu, wsiadlam, prawa reka po rzuceniu torebki na siedzenie,  wlozylam kluczyki na start, ale jeszcze nie wlaczylam silnika.  Lewa reka chcialam zamknac drzwi. A wtedy poczulam opor. Odwrocilam glowe w lewa strone i zobaczylam pistolet wymierzony w moje oczy. Pierwsza mysl  -  “JA CHYBA SNIE NA JAWIE”.  Zdretwialam i nie ruszylam sie, bo jakby mnie zamrozilo. Chwile pozniej poczulam szarpniecie za lewe ramie i doslownie wylecialam z samochodu (jak piorko - mimo wymiarow 160cm /55 kg ).

Zobaczylam, jak jakis osobnik wskoczyl na moje siedzenie i probowal wystartowac. Wtedy chwycilam lewa reka za drzwi samochodu, a prawa reka zerwalam z glowy tego jegomoscia (chlopiec moze 18-letni) taka czarna bandane.  I oczywiscie zaczelam krzyczec wnieboglosy “HELP, HELP, HELP....!”  W tejze chwili uslyszalam wystrzal.  Nie widzialam w tym momencie pistoletu, musial byc wycelowany chyba w ziemie, na pewno juz nie we mnie, bo bym tego co teraz pisze, nie napisala.

Moj samochod ruszyl, a ja, ciagle krzyczac “Help”, widzialam katem oka jak ludzie zmykali gdzie sie da,  zamiast przyjsc mi z pomoca. Kiedys, gdzies czytalam, ze jak sie chce pomocy, to trzeba krzyczec “Fire!” Na wolanie “Help!” to wszyscy uciekaja, albo “nie slysza” - nie przychodza z pomoca. Swieta prawda! Przez mysl mi przeszlo, ze moze trzeba zaczac krzyczec “Fire!”, ale widzialam juz  jak moja Honda z torebka, a w niej telefon, klucze, portfel z kartami kredytowymi i ok. $50, i jeszcze sto innych rzeczy, no i buleczki i papierosy,  zniknela za zakretem. I pomyslalam sobie, ze to bez sensu.

To wszystko wydarzylo sie  doslownie w ciagu sekund. Zaczelam biec, zeby zobaczyc w ktorym kierunku pojechal moj samochod. Przebieglam moze kilkadziesiat metrow (pobilam na pewno moj zyciowy rekord szybkosci) i zobaczylam jakas szkole i przed nia policjanta. Cuda czasami sie zdarzaja! W paru slowach powiedzialam mu co sie stalo i opisalam moj samochod (srebrna Honda Civic z nalepka “Poland”). Policjant wskoczyl za kierownice i juz telefonujac po pomoc, ruszyl w poscig. Za chwile przyjechaly dwa wozy policyjne, jeden natychmiast dolaczyl do poscigu, a drugi wrocil ze mna na miejsce porwania.

Tam oczywiscie zrobilo sie zbiegowisko. Zjawili sie swiadkowie. Teraz juz byli, jak policjanci stali w okolicy. Jakis facet podszedl do mnie i powiedzial: ” Listen, frame your shirt and give thanks to Jesus that you are alive”.  Teraz dopiero zauwazylam  resztki mojej ”shirt”. Jak ten “porywacz” szarpnal mnie za ramie, to przy okazji zerwal ramiaczko, i w ogole rozerwal cala lewa strone koszulki, tak, ze wygladalam, ze tak powiem - to jest  nie do opisania. Po jakims czasie wrocili policjanci z poscigu. Nie dogonili!

Wrocilam do domu. Akurat wyszedl sasiad Scott ze swym psem na spacer. Jak mnie zobaczyl, to szybko pobiegl po aparat fotograficzny i zrobil mi zdjecia, bo a nuz bandyta zostanie zlapany, to przydadza sie do sprawy. Do dzis nie zostal nikt zlapany!

Moja Honda zostala znaleziona po tygodniu - rozebrana na czesci. Dlugo nie moglam jej zobaczyc, bo policja musiala zebrac odciski palcow, itp. Dopiero po prawie trzech tygodniach pojechalam zobaczyc co zostalo z mojego samochodu. Nie bylo kierownicy, komputera, jakis czesci z silnika, nawet tylnego okienka. (Na moje pytanie “Po co wybijac okienko, jak byly  kluczyki? -  uslyszalam, ze okienko zostalo nie wybite, tylko wybrane, bo kosztuje ok. $300.)  Dowiedzialam sie, ze czesci Hondy (i jeszcze pospolitszej Toyoty) sa drogie i dlatego jest duzy popyt na kilkuletnie samochody tych  marek. Zamowienia z garazu!

Wiem, ze nie powinnam byla szarpnac za te bandane, obyloby sie wtedy bez strzalu. W takich sytuacjach trzeba po prostu oddac czy torebke czy samochod i koniec. Ale w moim przypadku to byla reakcja refleksowa, on mnie szarpnal, to ja jego tez. Zanim pomyslalam. Teraz oczywiscie zaluje.

Znajomi Amerykanie zareagowali na moja historie niemal jednakowym pytaniem: Czy potrzebuje “counseling”? ( Jeden tylko chlopak powiedzial: “Welcome to America! ) Byli bardzo zdziwieni, ze nie potrzebuje. A ja 25 lipca pojechalam na trzy tygodnie do Polski - jezeli to mozna nazwac "terapia", to nie bylo dla mnie lepszej! (Jelcz, Wroclaw, Walbrzych, Wambierzyce, Sokolowsko, Zagorze Slaskie, Kudowa Zdroj, Szczawno Zdroj, Krakow, Warszawa i jeszcze do tego Nove Mesto nad Metuji w Czechach - to dopiero super terapia! )

Jako wolontariuszka w Holocaust Museum opowiedzialam swoja teorie na temat “BYSTANDERS” (chodzi tu o postawe Polakow w czasie wojny).  Amerykanscy bystanders “wiali gdzie pieprz rosnie” na moje wolanie o pomoc. Wynika z tego, ze jak stoi kolo kogos  facet z pistoletem czy karabinem to “gierojow niet!” Zawsze i wszedzie. A w Polsce byli, liczni czy nieliczni -  rozne sa zdania, ale byli.

A teraz HAPPY ENDING:
Po powrocie z Polski (z Jelcza) kupilam sobie nowy samochod: Forda ESCAPE !  (Nomen omen?)

P.S.
Co do samochodow i Jelcza,  to jest tu naturalne powiazanie  -  Jelczanskie Zaklady Samochodowe (autobusy: gomulkowska czeska Karosa, a potem gierkowski francuski Berliet) wprawdzie padly, (cos tam jeszcze sie robi, ale nie wiadomo co) ale zaraz obok, doslownie za plotem, buduje nowy zaklad Toyota. Japonczycy juz zadomowili sie w Jelczu i tylko patrzec, jak bede jezdzic na rowerze nie tylko po pyszne, chrupiace buleczki, ale tez na sushi (tez uwielbiam!).



Wszystkich serdecznie zapraszam w te piekne okolice, gdzie spokojnie i blogo. Jest staw do poplywania, nawet trzy (i jeszcze dwa  tylko dla kaczek i gesi) i basen, jak ktos woli,  i rzeka Odra do tego, no i pola i laki i lasy i Toyota (moze ciekawostka dla wielu wlascicieli Toyot ). Oczywiscie mozna przyjechac samochodem - i zapewniam, mam 100% pewnosci - nie ma  mowy o
CARJACKING!

   


A tak wygladala moja “terapia”:

Jelcz
Ulica Kolejowa, a powinna wlasciwie nazywac sie Lipowa. Jak kwitna lipy to mozna dostac zawrotu glowy, takiego bardzo, ale to bardzo przyjemnego!


Jeden ze stawow w Jelczu  - ten tylko dla kaczek i gesi.
(A rowerzysta ucina sobie drzemke na trawie. Po ilu piwach? )




Na  rynku wiadomo gdzie...
Uniwersytet Wroclawski - moja Alma Mater.
Po prawej stronie widac w oddali pomnik (nagiego) szermierza, ktorego w czasie dorocznej kapieli moga dotykac tylko studentki. What a pleasure! (Rozumie sie, wieksze zadowolenie jak TAKI "szermierz" jest prawdziwy...)


Walbrzych
Palac w Ksiazu, a przed nim moja siostra, siostrzenica i Ewa. Akurat byla tam wystawa obrazow malarstwa polskiego z kolekcji muzeum we Lwowie. Matejko, Malczewski, Kossak, Falat, Gierymski, itd. Spytalam tam, co by zrobili nam Ukraincy, jakbysmy tych obrazow nie oddali ? (Bo przeciez sa wlasciwie nasze! ) Czy napadliby na nas? Bylaby wojenka? Czy co! Usmialismy sie w koncu, bo co mozna innego bylo zrobic?

To nie Rzym i nie Hiszpanskie Schody tylko Wambierzyce, zwane Dolnoslaska Jerozolima (Kalwaria i 79 kapliczek) i po prostu schody (do tej pieknej i okazalej Bazyliki Nawiedzenia NMP, do ktorej zjezdzaja pielgrzymi z Czech, Niemiec i Polski).


           
Obiad w uroczej, przydroznej restauracji.
A co na obiad? 
A PIEROGI !



Po obiedzie dwie kozy “kelnerki” od razu zabraly sie do zmywania talerzy, a trzecia “koza”  - Ewa - przestraszyla sie.




Sokolowsko
 A jakie te inne branze? Jedna tylko wiadoma !
(W tej miescowosci mieszkal przez swoje szkolne lata Krzysztof Kieslowski).

 



Zagorze Slaskie
Trzeba  pomyslec zyczenie i wrzucic przez lewe ramie pieniazek do studni, zeby sie spelnilo. Dziewczyny szykuja sie, mysla, rzucaja ......I obie nie trafily!


Kudowa Zdroj
Jak widac na pocztowce, ( zakaz fotografowania wewnatrz) jest makabrycznie.

Co tam Halloween!




Kontynuacja w stylu Halloween.
Na Zamku Grodno jest szkielet ksiezniczki, ktora zepchnela do przepasci swojego meza (pewno niedobrego, zakompleksionego, kontrolujacego, wiecznie krytykujacego, reke na nia podnoszacego sknere i zawsze niezadowolonego, egoistycznego tyrana, itp.) i zostala zamknieta przez jej wlasnego ojca w lochu  i tak skonczyla. (Dzis nie te czasy i takie sprawy inaczej sie zalatwia - maz konczy w wiezieniu, a zona znajduje nowego, juz lepszego, meza i zyje happily ever after.)

Nove Mesto nad Metuji w Czechach
Tam urodzil sie Bedrich Smetana, widoczny na zdjeciu za plecami Ilony i Ewy, spacerujacych po zjedzeniu knedliczek, a fotografujaca byla jeszcze do tego po piwie. (Jednym! Ale du-u-uzym!)

Znowu miedzynarodowo - Kozacy z Kubania wystepuja w Teatrze Zdrojowym w Szczawnie Zdroju.
Z goracym temperamentem!




Krakow

Cos dla Krakowian czy “Krakowiakow” jak pojada do domu !






Warszawa
Syrenki - jedna z tarcza i mieczem, a druga moczy nogi.


 




I na zakonczenie: 
Moj wieczor w Jelczu wsrod
".....pol malowanych zbozem rozmaitem, wyzlacanych pszenica, posrebrzanych zytem;
........
A wszystko przepasane jakby wstega,
miedza zielona....."

 

Ala
10/2003
selwa10@aol.com