|
|
A bylo to tak:
Ktoregos dnia pod koniec czerwca zachcialo mi sie jesc
pysznych,chrupiacych buleczek, takich jak z piekarni w Jelczu, po ktore
sobie jezdzilam na rowerze - jak przystalo dziewczynie na wsi. (Wiem,
wiem - wszyscy chca byc "miastowi", a ja tu na forum
polonijnym oglaszam wszem i wobec, ze jestem ze wsi - bo jestem i
co z tego).
Ale wracajac do wielkiej ochoty na buleczki - jest w okolicy Bellaire HS, gdzie
chodzi moja corka Ewa, piekarnia, gdzie zawsze mozna
dostac swieze bulki, ktore smakuja prawie jak te w Polsce. Tego
pamietnego dnia pojechalam ok. godz. 14.30 moim samochodem - uwaga! -
wazna informaja - Honda Civic, rocznik 1998 - po te nieszczesne bolillos
(zamawiam po hiszpansku, a na proby dalszej konwersacji w tym jezyku -
moj Hispanic wyglad! - mam przygotowana odpowiedz: "No hablo
Espanol, soy Polaca"). Po zrobieniu zakupu zmierzalam w kierunku
59.
I znowu zachcianka ! I tez mocna - tym razem na papierosa. (Wine za ten
nalog zwalam na moich palacych Klubowe rodzicow.) Skonczyla mi sie
paczka, a jadac wlasnie mijalam stacje benzynowa ze sklepem.
Postanowilam zatrzymac sie, a poniewaz juz minelam ten cos w rodzaju
“Stop ‘n go”, musialam po zaparkowaniu wrocic doslownie
kilkadziesiat krokow. (Pomyslalam sobie, ze przy okazji dobrze mi taka
”gimnastyka” zrobi.)
I wtedy zaczela sie prawdziwa “akcja”!
Wrocilam do samochodu, wsiadlam, prawa reka po rzuceniu torebki na
siedzenie, wlozylam kluczyki na start, ale jeszcze nie wlaczylam
silnika. Lewa reka chcialam zamknac drzwi. A wtedy poczulam opor.
Odwrocilam glowe w lewa strone i zobaczylam pistolet wymierzony w moje
oczy. Pierwsza mysl - “JA CHYBA SNIE NA JAWIE”.
Zdretwialam i nie ruszylam sie, bo jakby mnie zamrozilo. Chwile pozniej
poczulam szarpniecie za lewe ramie i doslownie wylecialam z samochodu (jak
piorko - mimo wymiarow 160cm /55 kg ).
Zobaczylam, jak jakis osobnik wskoczyl na moje siedzenie i
probowal wystartowac. Wtedy chwycilam lewa reka za drzwi
samochodu, a prawa reka zerwalam z glowy tego jegomoscia (chlopiec moze
18-letni) taka czarna bandane. I oczywiscie zaczelam
krzyczec wnieboglosy “HELP, HELP, HELP....!” W tejze chwili
uslyszalam wystrzal. Nie widzialam w tym momencie pistoletu, musial byc
wycelowany chyba w ziemie, na pewno juz nie we mnie, bo bym tego co
teraz pisze, nie napisala.
Moj samochod ruszyl, a ja, ciagle krzyczac “Help”, widzialam katem
oka jak ludzie zmykali gdzie sie da, zamiast przyjsc mi z pomoca.
Kiedys, gdzies czytalam, ze jak sie chce pomocy, to trzeba krzyczec
“Fire!” Na wolanie “Help!” to wszyscy uciekaja, albo “nie
slysza” - nie przychodza z pomoca. Swieta prawda! Przez mysl mi
przeszlo, ze moze trzeba zaczac krzyczec “Fire!”, ale widzialam juz
jak moja Honda z torebka, a w niej telefon, klucze, portfel z kartami
kredytowymi i ok. $50, i jeszcze sto innych rzeczy, no i buleczki i papierosy, zniknela za
zakretem. I pomyslalam sobie, ze to bez sensu.
To wszystko wydarzylo sie doslownie w ciagu sekund. Zaczelam biec,
zeby zobaczyc w ktorym kierunku pojechal moj samochod. Przebieglam moze
kilkadziesiat metrow (pobilam na pewno moj zyciowy rekord szybkosci) i
zobaczylam jakas szkole i przed nia policjanta. Cuda czasami sie
zdarzaja! W paru slowach powiedzialam mu co sie stalo i opisalam moj
samochod (srebrna Honda Civic z nalepka “Poland”). Policjant
wskoczyl za kierownice i juz telefonujac po pomoc, ruszyl w poscig. Za
chwile przyjechaly dwa wozy policyjne, jeden natychmiast dolaczyl do
poscigu, a drugi wrocil ze mna na miejsce porwania.
Tam oczywiscie zrobilo sie zbiegowisko. Zjawili sie swiadkowie. Teraz juz
byli, jak policjanci stali w okolicy. Jakis facet podszedl do mnie i
powiedzial: ” Listen, frame your shirt and give thanks to Jesus that
you are alive”. Teraz dopiero zauwazylam resztki mojej
”shirt”. Jak ten “porywacz” szarpnal mnie za ramie, to przy
okazji zerwal ramiaczko, i w ogole rozerwal cala lewa strone koszulki,
tak, ze wygladalam, ze tak powiem - to jest nie do opisania. Po
jakims czasie wrocili policjanci z poscigu. Nie dogonili!
Wrocilam do domu. Akurat wyszedl sasiad Scott ze swym psem na spacer.
Jak mnie zobaczyl, to szybko pobiegl po aparat fotograficzny i zrobil mi
zdjecia, bo a nuz bandyta zostanie zlapany, to przydadza sie do sprawy.
Do dzis nie zostal nikt zlapany!
Moja Honda zostala znaleziona po tygodniu - rozebrana na czesci. Dlugo
nie moglam jej zobaczyc, bo policja musiala zebrac odciski palcow, itp.
Dopiero po prawie trzech tygodniach pojechalam zobaczyc co zostalo z
mojego samochodu. Nie bylo kierownicy, komputera, jakis czesci z silnika,
nawet tylnego okienka. (Na moje pytanie “Po co wybijac okienko, jak
byly kluczyki? - uslyszalam, ze okienko zostalo nie wybite,
tylko wybrane, bo kosztuje ok. $300.) Dowiedzialam sie, ze czesci
Hondy (i jeszcze pospolitszej Toyoty) sa drogie i dlatego jest duzy
popyt na kilkuletnie samochody tych marek. Zamowienia z garazu!
Wiem, ze nie powinnam byla szarpnac za te bandane, obyloby sie wtedy bez
strzalu. W takich sytuacjach trzeba po prostu oddac czy torebke czy
samochod i koniec. Ale w moim przypadku to byla reakcja refleksowa, on
mnie szarpnal, to ja jego tez. Zanim pomyslalam. Teraz oczywiscie zaluje.
Znajomi Amerykanie zareagowali na moja historie niemal jednakowym
pytaniem: Czy potrzebuje “counseling”? ( Jeden tylko chlopak
powiedzial: “Welcome to America! ) Byli bardzo zdziwieni, ze nie
potrzebuje. A ja 25 lipca pojechalam na trzy tygodnie do Polski - jezeli
to mozna nazwac "terapia", to nie bylo dla mnie lepszej! (Jelcz,
Wroclaw, Walbrzych, Wambierzyce, Sokolowsko, Zagorze Slaskie, Kudowa
Zdroj, Szczawno Zdroj, Krakow, Warszawa i jeszcze do tego Nove Mesto nad
Metuji w Czechach - to dopiero super terapia! )
Jako wolontariuszka w Holocaust Museum opowiedzialam swoja teorie na
temat “BYSTANDERS” (chodzi tu o postawe Polakow w czasie wojny).
Amerykanscy bystanders “wiali gdzie pieprz rosnie” na moje wolanie o
pomoc. Wynika z tego, ze jak stoi kolo kogos facet z pistoletem
czy karabinem to “gierojow niet!” Zawsze i wszedzie. A w Polsce byli,
liczni czy nieliczni - rozne sa zdania, ale byli.
A teraz HAPPY ENDING:
Po powrocie z Polski (z Jelcza) kupilam sobie nowy samochod: Forda
ESCAPE ! (Nomen omen?)
P.S.
Co do samochodow i Jelcza, to jest tu naturalne
powiazanie - Jelczanskie Zaklady Samochodowe (autobusy:
gomulkowska czeska Karosa, a potem gierkowski francuski Berliet)
wprawdzie padly, (cos tam jeszcze sie robi, ale nie wiadomo co) ale
zaraz obok, doslownie za plotem, buduje nowy zaklad Toyota. Japonczycy
juz zadomowili sie w Jelczu i tylko patrzec, jak bede jezdzic na rowerze
nie tylko po pyszne, chrupiace buleczki, ale tez na sushi (tez uwielbiam!).

Wszystkich serdecznie zapraszam w te piekne okolice, gdzie spokojnie i
blogo. Jest staw do poplywania, nawet trzy (i jeszcze dwa tylko
dla kaczek i gesi) i basen, jak ktos woli, i rzeka Odra do tego,
no i pola i laki i lasy i Toyota (moze ciekawostka dla wielu
wlascicieli Toyot ). Oczywiscie mozna przyjechac samochodem
- i zapewniam, mam 100% pewnosci - nie ma mowy o
CARJACKING!
|
|
|
A tak wygladala moja “terapia”:
Jelcz
Ulica Kolejowa, a powinna wlasciwie nazywac sie Lipowa. Jak kwitna lipy
to mozna dostac zawrotu glowy, takiego bardzo, ale to bardzo przyjemnego!
Jeden ze stawow w Jelczu - ten tylko dla kaczek i gesi.
(A rowerzysta ucina sobie drzemke na trawie. Po ilu piwach? )
 
Na rynku wiadomo gdzie...
Uniwersytet Wroclawski - moja Alma Mater.
Po prawej stronie widac w oddali pomnik (nagiego) szermierza, ktorego w
czasie dorocznej kapieli moga dotykac tylko studentki. What a pleasure!
(Rozumie sie, wieksze zadowolenie jak TAKI "szermierz" jest
prawdziwy...)

Walbrzych
Palac w Ksiazu, a przed nim moja siostra, siostrzenica i Ewa. Akurat
byla tam wystawa obrazow malarstwa polskiego z kolekcji muzeum we Lwowie.
Matejko, Malczewski, Kossak, Falat, Gierymski, itd. Spytalam tam, co by
zrobili nam Ukraincy, jakbysmy tych obrazow nie oddali ? (Bo przeciez sa
wlasciwie nasze! ) Czy napadliby na nas? Bylaby wojenka? Czy co!
Usmialismy sie w koncu, bo co mozna innego bylo zrobic?
To
nie Rzym i nie Hiszpanskie Schody tylko Wambierzyce, zwane
Dolnoslaska Jerozolima (Kalwaria i 79 kapliczek) i po prostu schody (do
tej pieknej i okazalej Bazyliki Nawiedzenia NMP, do ktorej zjezdzaja
pielgrzymi z Czech, Niemiec i Polski).
Obiad w uroczej, przydroznej restauracji.
A co na obiad?
A PIEROGI !
Po obiedzie dwie kozy “kelnerki” od razu zabraly sie do zmywania
talerzy, a trzecia “koza” - Ewa - przestraszyla sie.
Sokolowsko
A jakie te inne branze? Jedna tylko wiadoma !
(W tej miescowosci mieszkal przez swoje szkolne lata Krzysztof
Kieslowski).
Zagorze Slaskie
Trzeba pomyslec zyczenie i wrzucic przez lewe ramie pieniazek do
studni, zeby sie spelnilo. Dziewczyny szykuja sie, mysla, rzucaja
......I obie nie trafily!
Kudowa Zdroj
Jak widac na pocztowce, ( zakaz fotografowania wewnatrz) jest
makabrycznie.
Co tam Halloween!
Kontynuacja w stylu Halloween.
Na Zamku Grodno jest szkielet ksiezniczki, ktora zepchnela do przepasci
swojego meza (pewno niedobrego, zakompleksionego, kontrolujacego,
wiecznie krytykujacego, reke na nia podnoszacego sknere i zawsze
niezadowolonego, egoistycznego tyrana, itp.) i zostala
zamknieta przez jej wlasnego ojca w lochu
i tak skonczyla. (Dzis nie te czasy i takie sprawy inaczej sie
zalatwia - maz konczy w wiezieniu, a zona znajduje nowego, juz lepszego,
meza i zyje happily ever after.)
Nove Mesto nad Metuji w Czechach
Tam urodzil sie Bedrich Smetana, widoczny na zdjeciu za plecami Ilony i
Ewy, spacerujacych po zjedzeniu knedliczek, a fotografujaca byla jeszcze
do tego po piwie. (Jednym! Ale du-u-uzym!)
Znowu miedzynarodowo - Kozacy z Kubania wystepuja w Teatrze Zdrojowym w
Szczawnie Zdroju.
Z goracym temperamentem!

Krakow
Cos dla Krakowian czy “Krakowiakow” jak pojada do domu !

Warszawa
Syrenki - jedna z tarcza i mieczem, a druga moczy nogi.
I na zakonczenie:
Moj wieczor w Jelczu wsrod
".....pol malowanych zbozem rozmaitem, wyzlacanych pszenica,
posrebrzanych zytem;
........
A wszystko przepasane jakby wstega,
miedza zielona....."
Ala
10/2003
selwa10@aol.com
|