|
Sent to us Meksyk oczami Jurka |
|||
|
Z radoscia donosze, ze wrocilismy z wyprawy do Meksyku cali i zdrowi. Meksyk byl tylko czesciowo meksykanski, bo czy mozna Cancun nazwac prawdziwym Meksykiem? Jest to oczywiscie ogrodek jordanowski, takie male Disneyland i czesciowo Las Vegas. Przebudowana jest ta czesc Meksyku hotelami, spaskudzona zelazobetonowym widokiem na horyzont i z zabetonowana w wiekszosci plaza. Hotele sa zbyt drogie w stosunku do oferowanego komfortu; restauracje oferuja dania nie siegajace tym w Houston do kostek, choc ceny siegaja zdecydowanie powyzej kolan. Choc pokoj w hotelu Hyatt byl porownywalny do tego w dobrym Motelu 6, to jednak miescil sie on na dziewiatym pietrze i widok z okna na wschod slonca byl zdecydowanie warty ze dwa miliony dolarow. Kazdego ranka, a bylo ich tam osiem, witalismy slonce zielona herbata i kamerami wymierzonymi na kolorowe niebo i na morze o kolorach nie do opisania, siedzac na balkonie calkowicie odizolowanym od potencjalnych podgladaczy, ktorzy pewnie daliby sie pokroic za mozliwosc podejrzenia mojej golizny. Atrakcja warta wyjazdu za miedze bylo nieoczekiwane i calkowite zacmienie ksiezyca ogladane, rowniez z balkonu i z lekka zacmionym ciemnym piwem umyslem. Widok zacmienia wyzwolil we mnie najdziksze instynkty i chcialem wyc jak wilk, ale obecnosc zony jak zwykle nie pozwolila mi popuscic cugli na calego. Jesli dobrze pamietam, spiewalem jednak na cale gardlo na dziewiatym pietrze La Paloma, co moja wszechobecna zona sprowadzila do poziomu piwnicy i bruku nazwajac to zwyklym... wyciem. Niewdziewcznica. Przyznam, ze kilkukrotnie zjedlismy zacnie i po wegetariansku – raz w meksykanskiej knajpie, gdzie zamowilem wszystkie oferowane dania wegetarianskie i gdzie nie przejadlem sie za bardzo, i wiele razy we wloskiej knajpie, gdzie pizza byla prosto z pieca opalanego drewnem i smaczna. Wszedzie staralismy sie popijac ciemne piwo (XX Amber, Negra Modelo i Leon Obscura) bo woda, jak dobrze wiadomo, moze doprowadzic w Meksyku do „la turista”, co gringos nazywaja zemsta Montezumy, a co ja nazywam bardzo wolnym stolcem, za przeproszeniem. I tu dodam, ze widok turystow popijajacych PeptoBismol jak CocaCole i trzymajacych w trzesacych sie dloniach wielgasne opakowania Imodium sklonil mnie do wniosku, ze wakacje pod wplywem panoszacej sie w trzewiach ameby powinny byc... unikane! My oczywiscie oprocz piwa popijalismy jogurt wlasnej roboty i moja jeszcze brazylijska ameba zachowywala sie jak nalezy, dziekuje. Po Cancun udalismy sie na Isla Mujeres na trzy noce spedzone w hotelu na plazy z widokiem na piekne morze. Hotel jeden z lepszych na wyspie, Na Balam, z programem yogi dla mumbo-jumbo gosci z knajpa oferujaca kilka dan wegetarianskich. W cenie $120 za noc bylo wliczone skromne sniadanko, dwie butelki wody i wiele glodnych pluskiew, czego zona do tej pory w obrzydzeniu nie moze mi wybaczyc. Tubylcy byli grzeczni, uczynni, z lekka nagabujacy do kupna badziewia, w wiekszosci podpici. Domki i lodki byly kolorowe i malownicze, uliczki waskie, sklepiki pelne sztuki ludowej i prymitywnej. Wyspa robila wrazenie bezpiecznej i walesalismy sie i po uliczkach i po plazy i dniem i noca. Cos jednak powodowalo, ze policja upierala sie nosic w upale kamizeki kuloodporne i cos tam musialo byl przyczyna, ze pistoleros z ochrony w sklepach spozywczych ciagle trzymali prawe dlonie na rekojesciach swoich pistolas. Byl tutaj bardziej meksykanski Meksyk niz ten w Cancun. Do domu wrocilismy z kiloma tasmami video i z komputerem zaladowanym zdjeciami, z gebami usmiechnietymi od ucha do ucha. Nastepnym razem, gdy zachce sie nam tropikow, udamy sie szybkim truchtem na Hawaje, gdzie i plaze czyste, i gdzie woda rowniez lazurowa jak ten lapis lazulli, i gdzie nie trzeba wypelniac deklaracji celnych. Viva America! Najchetniej ta polnocna. Jurek |
|
||
|
Send us your comments Send link to this page to your friends |