Kijow oczami Jurija (Gagarina)
 

 
  Kijow, a szczegolnie jego centrum, ogolnie zrobil na mnie bardzo pozytywne wrazenie – miasto bylo czyste, zadbane, podswietlone noca. Wszystkie cerkwie polyskiwaly zlocistymi kopulami, niektore byly w gwiazdki; w parkach zamiatano sprzed nog liscie miotlami z galazek. Sklepow, restauracj i hoteli – bez liku i w przeroznych masciach. Przed pomnikiem Bogdana Chmielnickiego fotograf ustawial do pamiatkowych pstrykniec grupy odwiedzajacych i wielbiacych hetmana. Pomnik, jak pozniej wyczytalem, nie jest kompletny – nie starczylo pieniedzy na zaplanowa trojce, ktora miala zginac karki pod kopytami konia. Rzezbiarz mial zal do skapego narodu za sknerostwo, ktore nie pozwolilo mu odlac w brazie muzulmana, zyda i polskiego pana, choc ci na pewno zasluzyli sobie na kopyta hetmanskiej szkapy. Hetmanski kon stoi wiec na kurhanie i obojgu zal.
 
 
 
Widzilalem w Kijowie uosobienie chlamu na skale tak wielka, ze stalem z otwartymi szeroko oczami i z zapartym tchem. Gdybym w tej restauracji zjadl cokolwiek, pewnie i cos innego by mi zaparlo. Restauracja rybna, ale nie tylko. W jednym z wiekszych akwariow, wysokim choc waskim, wieczorami dla uciechy gawiedzi taplaja polnagie baby. Chcialem zobaczyc i baby i gawiedz, ale nie doczekalem szczescia, gdyz przyszlismy na rekonesans chlamu o wiele za wczesnie. Wygladalismy chyba jak nalezy bo zostalismy oprowadzeni po trzech pietrach przybytku i slowom zaprosin nie bylo konca. Na scianach – muszelki i kolorowe szkielka, stoly i krzesla rzezbione w podwodne stwory i pomalowane na psychodeliczne kolory, tu i owdzie podloga ze szkla, pod ktorym artysta decorator naukladal muszelek i kolorowych szkielek. Zyrandole jak z Jabloneksu – swiecilo sie to i blyskalo kolorami teczy na rownie kolorowe sciany. Syrenek i neptonow z trojzebami bylo bez liku – na scianach, w akwariach i za stolami. Choc nie byla jeszcze pora na polowy, miejscowe rybenki juz sie gotowily i parami siedzialy przy kolorowych stolach. A wszystko to przepasane wstega, jakby siecia zielona, na niej z rzadka ciche muszle siedza…Wygladalismy na powaznych biznesmenow i zaproponowano nam dyskretna alkowe z niebieskimi krzeslami w ksztalcie muszli i wyglaskanymi aksamitem – szczegolnie polecana na “pieriegawory”. Specjalna to alkowa bo jedna ze scian bylo akwarium od bab. Reklamowano, ze jest to ulubione miejsce jednego z miejscowych oligarchow i pewnie wyrzuconoby nas na pysk gdyby batiuszka niespodziwanie pojawil sie u ulubionego stolu. Nie jedlismy, nie pilismy, nie ogladalismy polnagich bab w wodzie – a zal. Pozostaly mi tylko marzenia o Marusi, co to za szklem i w blasku teczy z mokrymi warkoczmi do pasa dla mnie jednego taplalaby sie jak Marzanna na wiosne.

Masa wylewajaca sie ze stacji kijowskiego metra zaraz po swicie spieszaca sie do pracy byla bardzo nierealnym zjawiskiem – wszyscy poruszali sie w kompletnej ciszy. Za wyjatkiem czestego charkniecia nikt nie wydawal z siebie zadnego dzwieku. Od czasu do czasu tylko oderwana z glebokiego gardla flegma chlapala o chodnik kraszac zielenia i biela szary beton. Podobnie jak w Moskwie, tak i w Kijowie mozna sie slizgac na cudzych plwocinach. Sprawa kultury? Moze, ale w Paryzu slizgamy sie przeciez na psim gownie, choc tam tyle kultury, oglady i dobrych manier. Co kraj to obyczaj.