Zbigniew J. Wojciechowski
Nie dajmy sie zamerykanizowac

Ponizsze rozwazania sa wynikiem przemyslen i doswiadczen z 20-letniego pobytu emigracyjnego w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Powstaly jako moja proba zdefiniowania modelu zycia Polaka poza Polska, w tym wypadku Polaka w Ameryce oraz jako wyzwanie do polemiki w tym temacie. Jednym z celow tego artykulu jest sprowokowanie innych opinii, co w zamiarze doprowadzi do okreslenia sie i ujecia w ramy dwoch, trzech, moze wiecej zidentyfikowanych modeli zachowania zyciowego Polakow poza Polska. Podejmuje tym samym probe uporzadkowania zasniedzialych a takze nowotworzacych sie schematow zycia emigracyjnego, ktorego pelne spelnienie tak lezy mi na sercu. W moim przekonaniu jest to niezbedne dla zahamowania odpolszczania sie glownie ale nie jedynie, drugiego pokolenia emigracyjnego, dzieci rodzicow-emigrantow.
Juz samo okreslenie sie emigrantem niesie bagaz, z ktorym wielu z nas nie moze sobie poradzic. Emigracja to zmiana kraju zamieszkania okresowa lub stala, zwykle niekoniecznie dobrowolna, spowodowana warunkami zycia w sferze spolecznej, politycznej czy ekonomicznej w kraju ojczystym. Emigrant to czlowiek, ktory postawiony w okreslonej sytuacji zyciowej, musi wybrac to co okresla jako “zlo konieczne”, wyjazd z rodzinnego domu, okreslanego w naszej kulturze jako gniazdo rodzinne. Przez taki rozwoj czesciowo tylko kontrolowanej przez siebie sytuacji emigrant naklada na siebie cos w rodzaju chomąta, w tym przypadku “chomąta emigranta-cierpietnika” z ktorym to juz nigdy sie nie rozstanie. Wszelkie niepowodzenia beda teraz kladzione na karb “chomąta emigranta” ktore staje sie wygodnym usprawiedliwieniem lenistwa czy braku motywacji. Staje sie to dla emigranta dozgonnym ciezarem, uniemozliwiajacym nabranie respektu do samego siebie. To z kolei przyczynia sie do dobrowolnego wyboru tej drugiej kategorii kariery, tego drugiego alternatywnego, pasywno-obojetnego sposobu na zycie. Zyje sie z tym dobrze w malych grupach, z boku glownych nurtow zycia spolecznosci polonijnej. Brak respektu do siebie samego, utraconego lub niewyrobionego w procesie adaptacji emigracyjnej, przypisany jest na karb “chomąta emigranta”. Brak respektu do siebie, prowadzi do unikow zyciowych, zobojetnienia na tematy ponadosobiste. Unika sie konfrontacji, nie wymaga sie respektu dla grupy srodowiskowej, dla narodu i kraju. Pojawia sie biernosc i niekonsekwencja w odpowiedzi na zarzuty czy ataki na srodowisko polonijne, narod czy kraj (niech to robia za mnie inni, co mnie to obchodzi).

Polak mieszkajacy w Ameryce.
Moja propozycja samookreslenia sie emigranta wydaje sie szczegolnie wlasciwa w obecnym czasie i sytuacji Polakow i Polski. Jest to okreslenie sie “polskiego emigranta” jako Polaka mieszkajacego za granica, odeszly przeciez do historii powody dla ktorych zdecydowalismy sie na emigracje. Jednak w wiekszosci przypadkow wymaga to zdecydowanego kroku, samookreslenia, pozbycia sie “chomąta emigranta” i nalozenie na siebie obowiazkow i odpowiedzialnosci, jawnosci i uaktywnienia sie w zyciu rodzinnym i srodowiskowym. A to moze sie okazac niewygodne, zbyt wymagajace i dlatego lepiej pozostac w malym kregu adoracji i bezprzedmiotowych spotkan do ktorych nie wraca sie przy nastepnej okazji.
Taki model “ na zycie w Stanach” choc nie najbardziej powszechny, wydaje mi sie naturalny i filozoficznie nam najblizszy. Amerykanizowanie co czesto wiaze sie z odpolszczeniem w procesie naturalizacji nie jest ani nam ani naszym dzieciom (gdyz one sa najbardziej zagrozone odpolszczeniem) potrzebne a moze sie stac niebezpieczne czy wrecz tragiczne w skutkach.
Typowym aczkolwiek uproszczonym modelem postepowania polskiego emigranta jest powolna amerykanizacja, czynne zachlystywanie sie wolnoscia i bierna akceptacja narzuconych wolnosci, wtapianie sie w tlum, zgodnie z dewastacyjnym w skutkach pojeciem “the melting pot”. Zastanowmy sie przez moment, “the melting pot” to niby okreslenie z natury pozytywne, to okreslenie dla zjawiska mieszania sie kultur i tradycji narodow-emigrantow w Ameryce. To selektywne wymieszanie zachowan kulturowych, ktore sie wzajemnie nie wykluczaja mialo doprowadzic do wymieszania sie historycznie uwarunkowanych zwyczajow kulturowych narodow i ewentualnie utworzenia sie kultury kultur. Wyobrazmy sobie ze do kadzi z goraca miedzia dosypiemy brylek zlota, sztabek srebra, tudziez czystego cynku i innych jednorodnych metali, po wymieszaniu i ostygnieciu zostanie masa metalowa ktora nie bedzie miala juz konsystencji, wytrzymalosci, kolorow, ani struktury czy szlachetnosci jej oryginalnych skladnikow. Czyz taki ma byc efekt “kultury kultur”?  Efekt wymieszanych kultur przestaje byc atrakcyjny dla jej odbiorcow, traci glebie powiazania emocjonalnego z adresatami oraz ich zainterowanie, pozostaje jedynie narzedziem komercyjnym majacym uatrakcyjnic swieta masom dawno juz odkulturowionym. Brak ciaglosci przekazu podstaw kultury i historii narodu prowadzi do wytworzenia swoistej pustki kulturowej najczesciej posrod nieuksztaltowanej jeszcze i buntowniczej mlodziezy. Wyjalowiona nasza mlodziez pochlania wtedy wszechobecna popularna “kulture otoczenia, kulture kina, kulture ulicy, kulture high school”, jakze czesto promowana przez “pozalsieboze” autorytety, idole masowych srodkow przekazu. Ta pustka czy jak kto woli “czarna dziura” kulturowa, rozroznia pozniej bezbarwna mase etniczna od preznej grupy narodowosciowej. Bronmy siebie i nasze dzieci od tej “czarnej dziury” kulturowej bysmy nie zostali tylko etniczna masa.

Polskosc Polakow
My Polacy mieszkajacy w Ameryce, a takze nasze dzieci i ewentualnie dzieci naszych dzieci wychowane w kulturze polskiej mamy polska ceche, ktora wyroznia nas przez nasze postepowanie, myslenie, wiare, obyczaje, tradycje, podejscie do innych ludzi. Ksztaltuje te ceche spuscizna, tysiacletnia historia naszego narodowu. Nie jest to niestety cecha genetyczna (wtedy byloby to bardzo proste), ale jako ceche mozemy ja wyksztalcic tak by miala znamiona dominujace lub jak kto woli byla do przyjecia przez innych jako atrakcyjny sposob na zycie.
Polskosc, tradycja, patriotyzm, “boj sie Boga”, duma narodowa, romantyczna dusza, za wolnosc nasza i wasza, sarmacki zapal, Bog-Honor-Ojczyzna, “nie rzucim ziemi skad nasz rod”, bialo-czerwona, czerwone maki na Monte Casino, to skladniki polskiej cechy.
Musimy to sobie sami uswiadomic i przekazac naszym dzieciom, to jest nasz swiety obowiazek i powinnosc, pokolenia przodkow patrza na nas. Ci co walczyli pod Legnica, wojska Jana III Sobieskiego spod Wiednia, Powstancy Styczniowi i Listopadowi, uczestnicy “cudu nad Wisla”, pokolenie Powstania Warszawskiego, Sybiracy, dusze Lasow Katynskich, meczennicy obozow zaglady, ofiary stalinizmu i komunizmu.

“Dad, what do I need to learn Polish for”
Patrzy na nas piec pokolen 172 lat zaborow, rusyfikacji, germanizacji. Panna mloda w “Weselu” Stanislawa Wyspianskiego zaniepokojona zewem powstania, pyta Rydla “a za coz oni ida sie bic”, “za Polske” odpowie poeta, “a gdziezec ta Polska” Rydel unoszac reke panny mlodej i kladac jej na sercu odpowiada “to tu Polska wlasnie”.
Patriotyzmu nie “wypija sie z mlekiem matki”, przekonujemy sie przeciez na naszych dzieciach, ze mimo wychowania w polskim duchu w tradycjach, w polskim domu, nie czuja takiego przywiazania do Polski jako ich “drugiej ojczyzny”. Nie jestem zwolennikiem ani nie namawiam do nacjonalizmu - ten nie sprawdzil sie i spowodowal tragedie milionow w pierwszej polowie ubieglego stulecia. Zdecydowanie rowniez odcinam sie od kosmopolityzmu, ktory w moim przekonaniu prowadzi do samounicestwienia sie. Kojarzy mi sie z huba na pniu drzewa. To jest definitywnie “dead end street”.

Mala Ojczyzna – srodowisko polonijne
Bycie Polakiem w Ameryce musi byc oparte o madrosc i doswiadczenie naszych wartosci historycznych i narodowych wsparte o nauke kosciola katolickiego odswiezana nam przez papieza Polaka. “Male Ojczyzny” o ktorych mowi Jan Pawel II to nie narodowe getta zastraszonych i poniewieranych rodakow lecz ogniska polskosci emanujace sila, mobilizujace, dajace przyklad i energie do zdobywania szczescia osobistego i rodzinnego dnia codziennego. “Male Ojczyzny” to ciagle wzbogacane zrodla wiedzy o naszej kulturze, historii, tradycji, to moc i inspiracja dla srodowiska polonijnego. Polski kosciol to duchowa Arka - schronienie przed codziennym zalewem obcej nam kulturowo i historycznie liberalizacji i komercjalizacji codziennego zycia. Bycie Polakiem w Ameryce to wzbogacanie naszej polskosci o nowe doswiadczenia, to adoptowanie zachowan, ktore odswieza i umocnia nasz sposob myslenia (pod warunkiem wyzbycia sie malkontenctwa i narzekania), nasz styl zycia, przy zachowaniu naszych rodzimych tradycji i tradycji polskiego zycia rodzinnego. Musi sie to odbywac w bliskim kontakcie z aktywnym srodowiskiem polonijnym z polskim kosciolem – ostoja polskich wartosci kulturowych w srodowiskach polonijnych-, z polskimi mediami, z tym co dzieje sie w Polsce. Polske od Ameryki nie oddzielaja juz miesieczne podroze Batorym czy rozciagniete w miesiace kontakty listowe, Internet dnia dzisiejszego to natychmiastowa lacznosc z calym swiatem, w tym z Polonia na swiecie i z Polska. Radio, telewizja, festiwale filmowe, wystawy malarstwa i grafiki, prelekcje, widowiska teatralne, sobotnia szkola, te efekty pracy ludzi sa dostepne na wyciagniecie reki, trzeba tylko po nie siegnac. 
Naszymi doswiadczeniami zyciowymi jak rowniez zawodowymi musimy dzielic sie ze srodowiskami w Polsce, poprzez pozytywny przyklad wplywac na ich zycie z korzyscia dla nas wszystkich. Nasz potencjal tworczy, intelektualny, profesjonalny, menadzerski, wykonawczy powinien takze zostac wykorzystany z korzyscia dla Polski i Polakow, gdziekolwiek przebywaja. Przykladem dla nas niech bedzie kardynal Karol Wojtyla wybrany na glowe Kosciola, ktory zmieniajac oblicze swiata czerpie sile z wiary, historii oraz tradycji polskiego kosciola i narodu. On sie nie “zwatykanizowal”, pozostal slowianski i polski.
Polak mieszkajacy w Ameryce dazacy do zaspokojenia swoich ambicji zyciowych, szczescia osobistego i rodzinnego powinien czesc swojego wysilku oddac na lobbing dla Polski, znalezc czas na zycie polonijne, nawet jesli mialby to tylko byc czynny udzial, musi byc czescia lokalnej “Malej Ojczyzny” i miec na uwadze dobro swojej rodziny, swojego srodowiska polonijnego, Polski i Polakow na calym swiecie.

Pokolenie wybrane
Ostatnia sprawa, ktora chcialbym poruszyc w tym rozwazaniu, to sprawa, “pokolenia wybranego “, czyli nas samych, to sprawa uswiadomienia sobie faktu, ze spotyka nas dziejowe wyroznienie. To powinno posluzyc nam Polakom za antydotum na narzekanie, zlosci, niezadowolenie, malkontentyzm, depresje, wrogosc przeciwko sobie, zazdrosc o sukces pobratynca a takze latwosc usprawiedliwienia przed samym soba obowiazku zachowania i nauczania patriotyzmu. 
My, pokolenie Polakow zyjacych w kraju i Polonii poza jego granicami, musimy wreszcie uswiadomic sobie ze to nas wybrala Opatrznosc. To wlasnie w czasie naszego zycia, wydarza sie historia, ktora daje nam Polakom przelomu XX i XXI wieku zyc marzenia i dazenia przeszlych pokolen naszego narodu. Pamietamy dobrze ze szkoly dziecinstwa, z lekcji historii, ze slowa pisanego, dzwiekow piosenek, obrazow olowka i pedzla manifestacyjna, symboliczna, zalobna czern Polek, tesknote i marzenia emigracji popowstaniowych listopada i stycznia, tych co oddali zycie za “wolnosc wasza i nasza”, tych co zachowali polska mowe w modlitwach a Polske ukryli w sercach. Znamy tragedie pokolenia naszych dziadkow i rodzicow, ktorych rozpalone porozbiorowe nadzieje Drugiej Rzeczpospolitej zadeptal but nazizmu i komunizmu. Te diabelskie ideologie nie mogly zniesc naszej dumy, fantazji, religijnosci, tolerancji, otwartosci a zarazem przywiazania do tradycji narodowych i kultury.
A kiedy wydawalo sie ze rowniez dla naszego pokolenia nie ma nadziei, kiedy posolidarnosciowa fala emigracji szukala wolnosci dla siebie i glosila prawde o Polsce, Opatrznosc spelnila blagalne slowa piesni: “przed Twe oltarze zanosim blaganie – Ojczyzne wolna, racz nam zwrocic Panie”. Opatrznosc nagrodzila duchowosc, madrosc, cierpliwosc i pokore naszego narodu, za wiernosc sobie dala nam wiare w siebie, powolala Polaka na Stolice Apostolska, dala nam Solidarnosc, odwage Walesy, wiare w pojednanie i madrosc Okraglego Stolu. 
Trzecia Rzeczpospolita, wstapienie do NATO, powrot do Europy to juz naturalna konsekwencja tych historycznych wydarzen, ktorych przeciez bylismy i jestesmy swiadkami. Wielka historia ma ciag przyczynowy, dlatego tez nie mamy prawa przejsc nad tym bez glebokiego zastanowienia. My jestesmy swiadkami tych wydarzen, lecz nie mamy prawa uzyc ich tylko dla swojej egoistycznej korzysci. Upomina sie o to nasza narodowa przeszlosc, pokolenia naszych przodkow patrza na nas, Jan Pawel II uczy “jesli sie swego pochodzenia wyprzecie, to kiedys wasze dzieci was sie wypra”. 
Nasza codziennosc: wolnosc, niezaleznosc, nasza duma narodowa, respekt dla nas Polakow i dla kazdego z nas, ta codziennosc niespelna 60 milionow Polakow na swiecie jest spelnieniem, jest przepieknym kwiatem na korzeniach pokolen, ktorym historia nie dala szansy zaistnienia. My zaistnielismy, wyrosli z korzeni pokolen Polakow musimy te korzenie pielegnowac a i o nowe galezie dbac.

Jest moim pragnieniem, aby te moje rozwazania wprowadzily ow “jaskolczy niepokoj serca” Kordiana Juliusza Slowackiego w serca rodakow w srodowisku polonijnym, aby wyrosla przemyslana debata o naszym zyciu polonijnym, o nas samych, o tym jacy jestesmy i dokad dazymy. Wierze, ze gdy dostrzezemy sie wzajemnie, drgnie w nas struna mazurka, poloneza a moze krzesanego. Zrozumiemy sie bez niepotrzebnych slow i pozdrowimy staropolskim  - Szczesc Boze -. Nabierzemy respektu do siebie i do tego kim jestesmy, bedziemy lepszym wzorem dla naszej mlodziezy. W niedalekiej przyszlosci “it will be cool to be Polish” jak powiedziala niedawno moja corka Ewelina.
Byc moze utrwali sie ta zaproponowana powyzej koncepcja na zycie Polaka w Ameryce, Polaka, dla ktorego najwazniejsze jest pozostanie Polakiem.
 
  

   

    

  Click here to send link to this article to a friend

Komentarze nadeslane po przeczytaniu artykulu