|
|
Ze zdziwieniem przeczytałam
komentarze autorstwa Mariana Kruzla i
doktora Witolda Łukaszewskiego na temat sztuki “Polish Joke”.
Wybralam się
na nią
parę
dni temu i uważam, że
jest przezabawna i zdecydowanie nie antypolska. Zgodzę
się z autorami, ze w sztuce są
stereotypy – ale dotyczą
one po równo Polaków, amerykańskich Żydów,
Irlandczyków i potomków pasażerów
statku „Mayflower”. Jeżeli
portret wiejskiej rodziny, która wykopała
tunel z komunistycznej Polski do USA i w ferworze drążenia
tunelu zupełnie
przeoczyła
koniec komunizmu, wydaje się
przerysowany, co powiedzieć
o pracownikach irlandzkiej agencji turystycznej nazywających
się
Flanagan lub O’Flanagan, noszących
ubrania w tonacji tylko i wyłącznie
zielonej i bez końca
powtarzających
„Top of the morning to you”? Przez cały
czas czujemy sympatię
do głównego
bohatera, który stara się
uciec od swojej polskości,
ale który w końcu
akceptuje, kim jest. Ucieczka od własnej
tożsamości
to element często
spotykany w USA i dotyczy on zarówno potomstwa emigrantów, jak tez
Amerykanów pochodzących
z Południa,
którzy starają
się
pozbyć
swojego akcentu.
Sztukę
warto obejrzeć
choćby
dlatego, że
są
w niej postacie odegrane wprost genialnie. W pierwszej scenie poznajemy
pana Wojtka, który śpi
po pracy. Pan Wojtek robi niewiele, ale sposób, w jaki prawie nic nie
robi, przynosi nizej podpisanej do głowy
tylko jedno skojarzenie: „Alternatywy
4”. Dlaczego więc śmiejemy
się
z samych siebie w serialach polskiej produkcji, a czujemy się
urażeni,
gdy Amerykanin, Czech, Francuz czy Australijczyk daje nam dokładnie
ten sam materiał
do śmiechu?
Katarzyna
Wilczek-Boney
Pearland
|
|