Another voice in the discussion about the play "Polish Joke", played 2/2-27/2005 in the Stages Repertory Theatre.
 

   
previous   next

 
Pozwólcie, że wtrącę moje ekspresowe trzy grosze przy okazji dyskusji i kontrowersji dotyczących przedstawienia „Polish Joke”.
 
Grosz pierwszy: magia i posłanie teatru – Teatr jest zwierciadłem, w którym się przeglądamy, czasem zwierciadło jest krzywe, a czasem my nie widzimy prosto. Teatr zawsze, od swych greckich początków jest trybuną, z której padają pytania a nie odpowiedzi, teatr komentuje sprawy bogów i ludzi bezkompromisowo i kontrowersyjnie, prezentuje najróżniejsze postawy i charaktery.
 
Grosz drugi: „co autor miał na myśli” – gdybym to ja miał zadanie napisać coś w tym stylu, byłoby ostrzej. Autor jest bardzo grzeczny przedstawiając w pierwszym akcie symboliczne „piwo z jajkiem i solą”. Ja na przykład mogę po nazwiskach wskazać osoby, które w mojej obecności zapytane skąd są, mówiły że z Europy, a przyciśnięte do muru były z Niemiec lub Francji, palcem mogę pokazać takich, którzy uważają, że jeśli Amerykanie chcą się z nimi dogadać niech się uczą polskiego, itd.. Jakże zwielokrotnione wrażenia tego typu musi mieć autor pochodzący z chicagowskiego „Jackowa”.
 
Nie widzę żadnej anty-polskiej perfidii w tej sztuce. Wręcz odwrotnie - jej konstrukcja jest prawidłowa, pistolet, w moim przekonaniu - nazbyt grzecznie nabity w akcie pierwszym, strzela celnie w akcie drugim, scena na Okęciu jest wzruszająca a napisana szalenie prosto, bez hymnów, orkiestr i łez. A scena końcowa, stawiająca początek sztuki pod pręgierzem wyjaśnia wszelkie wątpliwości, to swoiste starogreckie katharsis, czyli oczyszczenie.
 
Grosz trzeci: czym chata bogata – i spójrzmy teraz na realia, gdyby przyszło nam napisać recenzję z Zemsty, Wesela („miałeś chamie złoty róg, ostał ci się ino sznur”), Kordiana („idę zabijać, coś mnie za włosy trzyma”), nie będę brnął dalej - czy to są sztuki o „udacznikach”? W jakim świetle przedstawiają nas, dumnych Polaków? A jeszcze tzw. kultowe filmy polskie: Miś, Rejs, a film uznany za najlepszą polską komedię Sami swoi... mam ciągnąć dalej?
 
Okłamałem Was, będzie grosz czwarty: konsekwencje – do teatrów w Houston chodzą ludzie z wyboru, i są to ludzie inteligentni, zainteresowani sztuką, nie tak jak to bywało w Polsce, gdzie widownia była organizowana i spędzano przypadkowe zakładowe wycieczki i jednostki wojskowe... Czy taki houstoński widz w konfrontacji z polskim inżynierem, lekarzem, co tam – normalnym Polakiem – będzie miał w oczach tylko obraz „Polaka” z pierwszego aktu? Dajmy tym ludziom kredyt, czy zwróciliście uwagę na reakcje publiczności? Ja byłem pozytywnie zdumiony ich reakcjami i w tym kontekście wnoszę, że odebrali posłanie sztuki – wszyscy jesteśmy winni stwarzania stereotypów i niestety - hołdowania im. Tak naprawdę trzeba było zachęcić do obejrzenia sztuki jak największą ilość Rodaków, a potem zaprosić autora a może i wykonawców na spotkanie...
 
I winien jestem jeszcze grosz piąty: zespół teatru – sztuka bardziej dla telewizji niż na scenę, pogranicze komedii i farsy, jawy i snu, mimo to – aktorzy i reżyser BRAWO!!!
 
Adam Gołuński
 
PS. Na marginesie, uczciwie Wam powiem, że w teatrze zawsze mi przykro, że jestem na widowni – ot taka stereotypowa tesknota

 
 

   

    

  Please join the discussion -      
send us your comment!

 

previous  next