|
|
"The
Merchant of Venice" czy "Polish Joke" ?
Mamy duzy wybor wieczornej rozrywki w Houston.
Repertuar kin tuz przed rozdaniem Oskarow 2005 jest bogaty.
Sceny w Wortham Center, Jones
Hall, Hobby Center itp kusza ciekawymi ofertami.
A wsrod nich mala scenka Repertory Theater z jakze
niepokojacym tytulem...wiec trzeba to zobaczyc, koniecznie! Pierwsze
echa znajomych, ktorzy widzieli sztuke byly
pozytywne,wiec to nas zachecilo dodatkowo by wybrac sie na to tez.
Ku mojemu zdziwieniu,juz piatkowe
przedstawienie wypelnione bylo po brzegi i "stand by tickets" byly tylko
obietnica zobaczenia sztuki. Udalo sie! Weszlismy
i marne miejsca w kacie sali, za filarem byly i tak sukcesem. Oprocz
sceny, mialam dobry wglad na widownie.
Pierwsza czesc sztuki byla ciosem ponizej pasa.
Stereotypy, prymitywne zarciki, plytkie
skojarzenia i ta "chaliera" co rusz to powtarzana
przez aktora imitujacego polskiego - pozal sie
Boze - erudyte..I nne "k i
h" byly na tyle znieksztalcone, ze na szczescie
malo slyszalne. Publicznosc sie smieje,
podsmiechuje tu i tam z prawdziwej glupoty i prostactwa przedstawianych
w zmieniajacych sie scenkach sztuki. Jakos nie bylo mi do smiechu...
Irytowala mnie reakcja publicznosci.
Nie bylismy "sami swoi", gdzie
mozna z pewnym poblazaniem przyjac niektore postawy,
rozumiejac co sie za tym kryje.
Doczekalam przerwy w nieprzyjemnym napieciu. Ciekawa bylam,
czy ja tak tylko to odbieram? Niektorym
to sie podobalo...hm...nie spodziewalam sie tego.
Postanowilismy z mezem mimo wszystko zostac na drugiej
czesci sztuki. Udalo mi sie nawet usiasc w pierwszym rzedzie,
bo kilka miejsc sie zwolnilo... Ktos
jednak nie wytrzymal! Moze poszedl na Szekspira? Na pewno tam mniej
kontrowersji politycznie-poprawnego aspektu dziela. Druga czesc byla dla
nas Polakow laskawsza jakby, rozwijane watki mogly zastanowic widza,
czy na pewno aby ma i mial sie z czego smiac. Wyraznie
widac problem natury uniwersalnej - dazenie
jednostki do zyciowego sukcesu, uwarunkowane,
jak zawsze i wszedzie, calym wlasnym bagazem
pochodzenia, przezyc, wieku,
miejsca, czasu itp,
itd.
Aktorzy grali swietnie, sprawnie
wcielajac sie w kilka postaci, widoczne byly tez
pozytywne efekty ich pracy nad jezykiem polskim.
Scenografia byla tez utrafiona. Sama sztuka - O.K. -
to nie arcydzielo, ale zobaczyc
mozna. Gdyby jej tytul brzmial "Ethnic joke" na pewno nie zwabiloby to
nas do przyjscia. A tak - teatr sie wypelnil,
graja sztuke o tydzien dluzej moze i dzieki nam Polakom,
ktorzy chca wiedziec "co w trawie piszczy"... W sumie
wrocilismy zadowoleni z weekendowego wyjscia. Osobiscie nie polecalabym
tej sztuki Amerykanom, kto z naszych Rodakow jej
nie widzial tez niczego nie stracil. Fajno, ze
nie tylko sie spotykamy przy takich okazjach w teatrze,
ale coraz czesciej widzimy sie z racji wykupionych
sezonowych biletow do opery, symfonii czy baletu
w jakze wspanialym pod tym wzgledem naszym Houston!
A propos - goraco polecam film "The Merchant of
Venice" ! Mysle, ze sie Oskary posypia.
Ciekawie przedstawione sa zydowskie
pierwiastki,
ktore jak wiadomo sa wszechobecne w naszej
judeo-chrzescijanskiej europejskiej kulturze - tej
pisanej i z malej i z duzej litery...
Sam film inspiruje do siegniecia po ksiazke w
oryginale i dalszego szlifowania jezyka angielskiego, czym dzieli sie z
Wami -
Ela McNeilly
|
|