...about the play "Polish Joke", played in February 2005 in the Stages Repertory Theatre.
 

   
previous   next

 
       Dostalem bilety na ostatni seans “Polish Joke” w ubiegla niedziele 27-go lutego, pewnie tylko dlatego ze w tym samym czasie rozdawano Oscary w Kodak Center w Los Angeles. Pozostale seanse w poprzedzajacym tygodniu byly juz wyprzedane. Do Stages Repetory Theatre na Allen Parkway szedlem po lekturze wypowiedzi rodakow na naszej stronie internetowej, ktora pomogla mi uniknac nieprzyjemnego zaskoczenia przewijacego sie w wypowiedziach.
David Ives i jego scenariusz do “Polish Joke” nie zapisze sie w mojej pamieci i z pewnoscia za dwa, trzy miesiace zapomne ze ta sztuka wywolala tyle zamieszania w lokalnej spolecznosci polonijnej. Byc moze przysni mi sie jeszcze zjawa Tadeusza Kosciuszki ale pewnie w innej sytuacji i z innym dialogiem.
Mimo ze nastawiony bylem obronnie na pierwszy akt, oczekujac emocjonalnego bicia, nie przezylem etnicznego upokorzenia, ani nie czulem wewnetrznej zlosci, wlasciwie w ogole mnie to nie dotknelo. Sam znam duzo bardziej pikantne “Polish jokes”. Do scenariusza mialem przez wiekszosc spektaklu historyczny dystans a problemy Jasia z mojej perspektywy wydaly sie jakby z innej epoki i przesadzone. Bo tez i gdzie zagubil sie frazes: “Equal Opportunity Employer” uznanej firmy do ktorej Jasiu-absolwent Yale University przyjechal na “job interview”.
Aktorstwo tez nie bylo wysokich lotow, w Irlandzkiej scenie aktorzy nie pokusili sie nasladowac irlandzki accent, bardzo charakterystyczny, ktory dla amerykanskiego aktora nie powinien byc wiekszym problemem, chyba ze uznali iz rodzina Flanaganow to udajaca irlandczykow rodzina ukrainska, jak inni majaca problemy z adaptacja w srodowisku emigrantow.
Zdecydowanie nie podobala mi sie scena z wulgarnym i cynicznym ksiedzem, ktory mial spelniac role mentora i powiernika dla szukajacego tozsamosci Jasia – wedrownika a ktory nie potrafil w gruncie rzeczy wspomoc go w jego zyciowym dylemacie.
Pod koniec drugiego aktu, kiedy Olga przekonuje Jasia o sile i wartosciach skladajacych sie na dume z tozsamosci polskiej, wymieniajac miedzy innymi wielkich Polakow oraz osiagniecia narodu polskiego nawet sie wzruszylem.
Fraza, ktora miala byc mottem: To be Jewish is an art, to be Irish is an adventure, to be Polish is a destiny, byla bez sensu.
Amerykanie po obejrzeniu “Polish Joke” zdecydowanie zapamietaja ze:
  - bialy i czerwony to polskie barwy,
  - Lodz to polskie miasto,
  - Tadeusz Kosciuszko to bohater dwoch narodow,
  - Polacy to narod, z duzym szacunkiem do swojej historii, tradycji i literatury.
Mysle, ze sztuka choc plytka i bez duzych aspiracji byla spolaryzowana i dlatego niespecjalnie upokarzajaca dla nas, Polakow mieszkajacych w Ameryce.
Dlaczego wiec wywolala protesty i tak duza dezaprobate posrod Polonii tej piszacej i niepiszacej na lamach naszej strony internetowej?  Mysle, ze odzwierciedla to nasze narodowe kompleksy i tu pozwole odwolac sie do artykulu “Kompleks kompleksow” Krystyny Grzybowskiej we “Wprost” z dnia 6-go lutego 2005. Pisze ona: “I Polak martwi sie, ze jak go widza, tak go pisza. Aby nie zrobic zlego wrazenia, stara sie wtopic w zagraniczne otoczenie. Wstydzi sie wszystkiego, co moze go wyrozniac, i powtarza jak papuga zaslyszane poglady. Polak omawia swoje wady i zalety w kawiarni albo w towarzystwie wzajemnej adoracji. Tam nabiera przekonania, ze ciazy na nim brzemie odpowiedzialnosci za narod. Ten Polak to zwykle intelektualista czy tworca roszczacy sobie prawo do narzucania innym Polakom jedynie slusznych pogladow na wszystko. Polak, o ktorym mowie, ma glebokie kompleksy i mial je zawsze, wystarczy popatrzec na historie.”…
Tu odwolam sie do mojego artykuly sprzed roku, opublikowanego na tejze stronie internetowej - nie gardzmy naszym pochodzeniem, nie wyrzekajmy sie naszej historii, tradycji, sposobu myslenia, zasad moralnych, wiary, badzmy dumni z tego kim jestesmy i skad pochodzimy. Musimy uszanowac samych siebie, tego kim naprawde jestesmy, uszanujemy sie wtedy wzajemnie i z wzajemnoscia, utrzymamy szacunek do naszej tozsamosci narodowej, a wtedy z poblazliwym usmiechem obejrzymy “Polish Joke”. W teatrze, bedac w towarzystwie przyjaciol, czulem wewnetrzny spokoj. A co do naszego poczucia odpowiedzialnosci za Narod, nic nowego, pisal juz o tym Adam Mickiewicz w "Panu Tadeuszu":
 
“Polak, chociaz stad miedzy narodami slynny,
Ze bardziej nizli zycie kocha kraj rodzinny,
Gotow zawzdy rzucic go, puscic sie w kraj swiata
W nedzy i poniewierce, przezyc dlugie lata
Walczac z ludzmi i z losem, poki mu srod burzy
Przyswieca ta nadzieja, ze Ojczyznie sluzy.”


Zbigniew J. Wojciechowski, M.D.

 

   

    

 
 
Send us your comment!

previous   next