Moj Przyjaciel Donat Manek
 

 
 


Droga Polonio w Houston,
Mialam zaszczyt byc ugoszczona przez Panstwa Manek od wrzesnia-pazdziernika 2005 roku. To, ze znalazlam sie w u nich w domu to jest Wasza zasluga - moj list z prosba o pomoc znalazl sie na stronie Forum Polonii w Houston. Bylam wowczas poczatkujaca doktorantka, ktora "wygrala los na loterii" i dostala sie na stypendium do Baylor College Medicine.  Panstwo Beata i Donat bez zadnych uprzedzen przygarneli mnie jak psiaka.  Przez 6 tygodni mieszkalismy pod jednym dachem, a dodatkowo towarzyszyli nam powodzianie z Luizjany, ktorym huragan Katrina narozrabial w zyciu.  Byly to jedne z najpiekniejszych tygodni w moim zyciu, pomimo doswiadzczenia silnych emocji z powodu ewakucji z Houston - tym razem huragan Rita pedzila na miasto, ktore rzekomo mialo byc bezpieczne ("tutaj nie ma huraganow" przed przyjazdem uspokajal mnie Donat).  Nie ma slow by opisac moja wdziecznosc za wszystko co dla mnie zrobili-za wieczorne rozmowy, wsparcie w trudnych momentach, organizowanie czasu, wspolne wyjazdy i zwiedzanie.  Zaadoptowali mnie na jakis czas.
Wiadomosc od Donata o jego chorobie bardzo mna wstrzasnela, ale do konca trzymalam kciuki i wierzylam ze Bog nie zabierze takiego wspanialego czlowieka.  Ludzilam sie ze medycyna w Stanach jest w stanie wiele zdzialac, pomimo nieciekawych rokowan co do tego typu nowotworu.  O smierci Donata dowiedzialam sie wczoraj 14 pardziernika od kolegi Pawla Stankiewicza, pracujacego w Baylor, ktory rowniez poznal tego przesympatycznego czlowieka. (...)  Chcialabym zlozyc szczere kondolencje.

Pozdrawiam z Bialegostoku

Marta Mysliwiec