Pamietam… bylo piekne polskie lato 1969 roku. Wakacje nad Baltykiem. Gdansk, jego urokliwe  kamieniczki na starowce. I teatr “Wybrzeze”, stosunkowo nowy, z ogromnymi ambicjami. Tam wlasnie po raz pierwszy zobaczylam przedstawienie p.t. “Niech no tylko zakwitna jablonie” wedlug Agnieszki Osieckiej.  Zrobilo na mnie piorunujace wrazenie. Jeszcze nie rozumialam wszystkiego (bylo tuz po wydarzeniach 68 roku), jeszcze nie potrafilam samodzielnie zrobic analizy tego, co przezywalam, ale czulam,  ze jest to nieprzecietne przedstawienie. Wracalam na te sztuke kilkanascie razy, za kazdym razem doznajac glebokiego wstrzasu emocjonalnego. Nigdy potem nie trafilam juz na to przedstwienie.

Analizujac jej tekst dzis, widze ze ogladalam tylko jej czesc, gdyz koncowa czesc zostala dopisana pozniej, juz po 1980 roku. 

Kazdego roku w naszej pracy teatralnej pojawia sie to samo pytanie: co w tym roku zagrac, zeby bylo polskie, zeby nie przekraczalo naszych mozliwosci aktorskich, finansowych i organizacyjno-dekoratorskich. Nie jest latwo wybierac sztuki zza oceanu, by  aktorzy potrafili je zagrac ku zadowoleniu naszych widzow i nas samych. I nagle olsnienie – Osiecka, ale inna niz “nasza zeszloroczna”, ta wlasnie, ktora pamietam z wczesnej mlodosci, z wakacji  teatralnych w Gadnsku!! Tyle ze sztuka ta nigdy nie zostala opublikowana, nie ma jej kopii w zadnej polskiej bibliotece. Ale po wielu zmudnych poszukiwaniach, dzieki pomocy dobrych starych kolezanek w Polsce (chyle glowe dziekujac Grazynie Wilk i Teresie Zobek) dotarlismy do miejsca, skad udalo sie wydobyc oryginal tekstu. I wtedy, po przeczytaniu tekstu, okazalo sie,  ze to jest “n i e  d o  z r o b i e n i a”... Tekst oryginalny ma 115 stron,  oprocz postaci, ktorych Panstwo zobacza cale mnostwo, bylo jeszcze kilkadziescia dodatkowych, czesc piosenek w ogole nieznana, a sztuke trzeba zaczac od glebokiej analizy historii Polski od 1918 roku.

            Im wydawalo sie to trudniejsze, tym bardziej wraz z moja asystentka Beatka Manek chcialysmy to wystawic w naszym teatrze. Zaczelam od pokaznych skrotow i przemieszczen w tekscie, dlatego dzisiejsze przedstawienie ma tytul wybrany przez zespol aktorski, a nie oryginalny “Niech no tylko zakwitna jablonie”. Tytul ten jest cytatem  z pojawiajacej sie tam kilkakrotnie piosenki wiodacej, ktory rownoczesnie oddaje to, co w tej sztuce jest najwazniejsze. “Swiat nie jest taki zly”, choc czasem bywalo zle i bardzo zle, zawsze wracala nadzieja, zawsze chcialo sie zyc i zaczynac od nowa. To chyba w polskiej historii najwazniejsze: nadzieja, powracajaca  nieustannie nadzieja na lepsze jutro.

            Sztuka jest kalejdoskopem przelatujacych obrazow polskich i o Polsce , od rozpadu Polski pod zaborami poprzez przekroj spoleczenstwa miedzywojennego, od biednych do bogatych, od tych, co zyli w swiecie poezji i literatury w warszawskim  Teatrzyku “Qui  Pro Quo” az do tych co marzyli o pieknej milosci zyjac ubogo w suterynach. Potem czarne chmury i II wojna swiatowa, ciezkie czasy komunizmu, wiara Mlodych w czerwony sztandar i jego ideologie, a takze kolejne bunty coraz to nowych pelnych nadziei na zmiany pokolen roku 1968, 1970, 1978, 1980…

Az wreszcie POMPA: Gierek i kolejna nadzieja na nowe lepsze zycie.

Swiat nie jest taki zly… kazdy z nas to w sercu nosi.

A Panstwu zycze wielkich doznan w kolejnych scenkach tej nietypowej sztuki,  cieplych wrazen plynacych ze wspomnien kazdego z nas . “A to Polska wlasnie” – I  tym razem z cala radoscia moge w sensie pozytywnym przypomniec Panstwu ten slynny cytat z Wyspianskiego.

   opr. Malgorzata Mucha