Sladami 
Witolda Gombrowicza 
Buenos Aires 2002
wedrowala, fotografowala i opisala
Alicja Kelly


Witold Gombrowicz (ur. 1904, Maloszyce, woj. kieleckie - zm. 1969, Vence, Francja) - pisarz i dramaturg, wielki patriota polski, gleboki humanista - mieszkal w Argentynie od sierpnia 1939 do kwietnia 1963. W czasie tego pobytu powstaly:  "Slub", "Trans-Atlantyk" oraz "Pornografia". Tam tez zaczal pisac "Dziennik". Z emigracja polska  w Argentynie nie rozumial sie i nie mial o niej dobrego zdania .
Tablica pamiatkowa na domu przy ulicy Venezuela 615, gdzie Gombrowicz mieszkal od 1945 az do wyjazdu z Argentyny w 1963.
Dom przy ulicy Venezuela 615; na gorze po lewej (ostatni balkon) pokoj Gombrowicza.
Balkon Gombrowicza. Ulica Bacacaj przy ktorej krotko mieszkal Gombrowicz na poczatku swego pobytu w Buenos Aires. W 1957 zbiorek swoich opowiadan zatytuowal "Bakakaj".
Kawiarnia Gran Rex  (dzis sala koncertowa) na Avenida de Corrientes.Tu bywal Witold Gombrowicz niemal codziennie przez 19 lat; kawa, szachy, rozmowy. W Rexie i w kawiarni La Fragata ( dzis juz nieistniejacej) powstalo tlumaczenie "Ferdydurki" a potem innych jego utworow na jezyk  hiszpanski. Piekna kawiarnia "Tortoni" przy Avenida de Mayo. Buenos Aires "zyje" w kawiarniach.  W nich Gombrowicz szukal atmosfery dawnej warszawskiej "Ziemianskiej" czy "Zodiaku". I chyba odnalazl.
W kawiarni "Tortoni" nic sie  nie zmienilo od lat.  Czasami zachodzil tu Gombrowicz na un cortido lub café con leche i medialunas. Dworzec kolejowy Retiro.
Gombrowicz wspomina w "Dzienniku": "Ilez razy zdarzalo mi sie porzucac artystycze lub towarzyskie zebrania aby tam na Retiro, na Leandro Alem, wloczyc sie, popijac piwo i z najwyzszym przejeciem lowic blyski Bogini, sekret zycia rozkwitajacego, a zarazem ponizonego. We wspomnieniach moich wszystkie te dni normalnego mego bytowania w Buenos Aires podszyte sa noca Retiro."

Wieza Anglikow (od wojny z Anglia o Falklandy - wieza miedzynarodowa!) stoi naprzeciw Retiro. Pisze Gombrowicz w "Dzienniku": "Opowiem wam cos charakterystycznego: gdy wydano "Ferdydurke" zanioslem ja tam 'gdzie stoi wieza przez Anglikow zbudowana' i pokazalem ja Retiro - na pozegnanie, na znak chyba ostatecznego zerwania. Plonny zal i lek! Co za iluzja!" 

Dom Polski na Serrano w pieknej dzielnicy Palermo.  
Pamietaja go tutaj co starsi ziomkowie i miny im sie "wydluzaja" na wspomnienie Gombrowicza, ktory przychodzil tu regularnie i w "Dzienniku" napisal np.: " Oby jednak spadl z nieba ogien, ktory by oczyscil zycie argentynskie Polakow z nadmiaru tandety".
Pani Irena dobrze pamieta Gombrowicza.  W 1954 J. Giedroyc przekazal jej ojcu, ktory byl skarbnikiem Zwiazku Polakow w Argentynie, pewna sume pieniedzy dla Gombrowicza za publikacje w paryskiej "Kulturze" i pani Irena miala mu wreczyc te pieniadze. Umowili sie u niej w pracy.  Gombrowicz przyszedl do biura, przywital sie i od razu zapytal ja czy jest mezatka. Potwierdzajaca odpowiedz skwitowal: "Tez by mi sie  przydala taka zona co by na mnie pracowala."  Pani Irena poczula sie nieswojo. Dzis mowi, ze Gombrowicz prowokowal i prowokowal ale ona teraz  widzi, ze ten pisarz mial duzo racji.
Plakat w bibliotece Domu Polskiego  przedstawiajacy Gombrowicza.
Wisza tu Kosciuszki, Mickiewicze, Sienkiewicze, a ten co bywal tam, ten pisarz i dramaturg polski, ktorego swiat zna, doczekal sie w Casa Polacca tylko swojej karykatury, wiszacej na drzwiach - a drzwi ciagle otwarte na osciez, wiec nie rzuca sie w oczy i nie przypomina sie. Hm…
Biblioteka Polska przy Domu Polskim.
Biblioteka, zalozona przez J. Stempowskiego w latach 60tych, liczy ponad 20 tys. pozycji w jezyku polskim i jest imienia Ignacego Domeyki. Domeyko, owszem postac piekna, bo kolega Mickiewicza, filomata i filareta (tak dla przypomnienia tzn. milosnik nauki i cnoty), geolog,  zasluzony, ale dla Chile.  Z Buenos Aires nie ma raczej nic wspolnego.  Gombrowicz wprawdzie  nigdy nigdzie do niczego nie nalezal ale byl tam po prostu. No i pisarz i biblioteka to takie naturalne polaczenie. Moze kiedys cos sie zmieni?
Budynek Biblioteki Narodowej w eleganckiej dzielnicy Recoleta. I piekny, wielki pomnik Jana Pawla II.
Pomnik Jana Pawla II goruje nad Recoleta.
Tablica pamiatkowa na pomniku papieza ufundowanym przez Polonie argentynska, a wlasciwie przez pana Jana Kobylanskiego, rodaka bilionera z Urugwaju.
Ewa i Evita. Grobowiec rodziny Duarte. Tu lezy pochowana Eva Peron.
Przed kongresem argentynskim.
Prosze na migi jakiegos faceta czytajacego gazete, zeby zrobil mi zdjecie na tle kongresu.. Facet zrywa sie, odstawia gazete, robi mi zdjecie, a gazeta frrr  w powietrze.  A ja -"Ooo…gazeta!" co widac na zdjeciu.
Casa Rosada.
Casa Rosada to taki argentynski Belweder. Tam na balkonie stawali Evita i Juan Peron i kiwali do ludu. Ten lud argentynski dzis znowu zostal "wykiwany" przez rzad. 
Uslyszane w Domu Polskim : byli Polacy (paru) i Zydzi z Polski (wiekszosc ubiegajacych sie) stoja w konsulacie polskim w kolejkach po obywatelstwo polskie . Jak za rok kraj nasz zostanie czlonkiem EWG to bedzie mozna im, jako obywatelom polskim, zamieszkac oczywiscie w Warszawie, ale tez np. w Madrycie albo w Rzymie.
Tanguera  - tango argentynskie.  Argentyna to nie tylko Gombrowicz ale i tango...  Na ulicach, w kawiarniach i teatrach - misterium tanga. Viva el tango! Para tanczaca tango Milonga na Avenida Florida.  
Napisal Gombrowicz w "Dzienniku": "W 1931-ym roku…I skadze bym wiedzial wtedy, ze moim losem bedzie Argentyna? To slowo nigdy nie dalo sie przeczuc. A jednak napisalem wowczas opowiadanie pod tytulem  "Zdarzenia na brygu Banbury". Plyne w tym opowiadaniu do Poludniowej Ameryki. Marynarze spiewaja: "Pod modrym niebem Argentyny, Gdzie zmysly poja cud dziewczyny…"
Przed stadionem Boca Juniors.
Gombrowicz, tango i….pilka nozna. W druzynie Boca Juniors rozpoczal kariere pilkarska Diego Maradonna i gral w takiej koszulce.
Kolorowe domy w robotniczej dzielnicy La Boca.  Tu licza sie tylko dwie rzeczy: tango (tu w La Boca narodzilo sie tango na poczatku XX wieku) i pilka nozna.
Restauracja Sorrento.
Gombrowicz notuje w "Dzienniku": "Godz.20.30 (w restauracji Sorrento) Kelner podchodzi, wybieram slimaki a la marinera i karafke bialego wina…"
Dzis peso stracil na wartosci, a dolar to sila, rozne pysznosci (befsztyki!) prawie jak za darmo!
Buenos Aires - widok z promu na Rio de la Plata w drodze do Urugwaju.
Gombrowicz uciekal regularnie z Buenos Aires do Urugwaju bo w lecie tam lepszy klimat i pieknie jak w "raju".
Polska restauracja przy (a raczej pod) Domem Polskim.  Barszcz, golabki, pierozki, placuszki, kluseczki, serniczki, itd. A do tego wspolwlasciciel i zarazem kelner - pan Antos - obchodzil 40 urodziny. Byl wiec szampan-niespodzianka na deser, no i oczywiscie zyczenia, usciski, ucalowania itp. Krotko mowiac - przyjemnie. Wczesniej, na gorze w bibliotece uslyszalam jak to Gombrowicz "naciagal" kombatantow, zeby mu stawiali kolacje w tejze restauracji. A ja na to, ze "naciagal", bo na prawde nie mial pieniedzy bo przeciez  pozniej, juz we Francji, byl znany z tego, ze  w kawiarni zostawial napiwek wyzszy od rachunku. Dawna siedziba Banku Polskiego przy ulicy Tucuman 462.
W Banco Polaco pracowal Gombrowicz jako sekretarz od 1948 do 1955. Nie cierpial tej pracy.  Do tego niechetna mu kolezanka-sekretarka donosila prezesowi jak to on np. pluje pestkami do kosza , dzis znowu zasnal, itd.  A prezes lubil Gombrowicza i zwracal sie do niego - 'Mistrzu!'
Ciao Argentyna!

 

 


W "Dzienniku" wspomina Gombrowicz:  "Jorge Abalos pisal mi niedawno z Santiago: 'pan szuka w tym kraju prawdziwej wartosci (lo legitimo), bo pan go kocha'. (Kochac kraj? Ja?)" 

Gombrowicza obchodzily Polska i Argentyna. Argentyne i Polske kochal.

Zbliza sie 100 rocznica (4.VIII.1904 - 4.VIII.2004) urodzin tego wielkiego pisarza, wielkiego patrioty i wielkiego czlowieka.. Zmarl we Francji i tam lezy pochowany na cmentarzyku w Vence kolo Nicei. Powinien on "wrocic" do Warszawy lub do rodzinnego grobowca w Przybyslawicach  gdzies na Kielecczyznie.  My Polacy (on bardzo nie lubil tego wyrazenia -  'bo my, Polacy') wiec tylko - my Polacy - mamy dlug wobec niego i moralny obowiazek, azeby wreszcie "powrocil" do domu.  A byl blisko - w 1963 w Berlinie tak zanotowal w "Dzienniku": "Ale wtedy zalecialy mnie (gdym spacerowal po parku Tiergarten) pewne wonie, mieszanina ziol, z wody, z kamieni, z kory, nie umialbym powiedziec z czego…tak, Polska, to bylo juz polskie, jak w Maloszycach, Bodzechowie…"

 I na zakonczenie - tak sie sklada - moj ulubiony cytat z Gombrowicza:
" Koniec i bomba, a kto czytal, ten traba"
"Ferdydurke" Witold Gombrowicz

Pytania i uwagi do Alicji Kelly prosimy kierowac do Selwa10@aol.com