Kryzys Czterdziestolatka
by Jerzy Trybek

Gdy rano siedze na desce
Poranna rutyna zbudzony,
Choc dobrze wiem, co mnie czeka,
Zla mysla jestem necony.

Golenie, siurek i prysznic,
Zabki tez szczotka szoruje,
Uczesze czupryne siwa,
I buty dwa zasznuruje.

Sniadanko dla Edzia warze,
Naczynka zbrudzone myje,
Lunch mu do szkoly szykuje,
I kawe ekspresem pije.

Od tylu lat juz niezmiennie
Co rano budze sie w trwodze,
Poranek nawykiem witam
Jak wiezien z kula przy nodze.

W mym wieku na kryzys pora,
Rewolte zaczynac przychodzi.
Na barykady z muszkietem
W zlych myslach lece powodzi.

A moze prysznic przed siurem?
Golenie na pózniej zostawic?
Zebów nie umyc dzis wcale
I w domu dluzej zabawic?

Nie zasznurowac pantofla,
Krawat zostawic na haku?
Postawic sie dzisiaj okoniem,
Hustac sie prózno w hamaku?

Przez krótka chwile dumalem,
Ze z szabla na koniu gonilem,
Na szczescie spuszczona woda
Oczy i rozum przemylem!

© 1998